Jestem bezsilna.
Duszę się.
Nie wiem gdzie jestem, nie wiem co tutaj robię, skąd się tutaj
wzięłam.
Nic nie wiem.
Nie wiem już nawet kim jestem.
Czuję już
tylko ból, głuchy upadek.
Ból? Ja nie
znam bólu.
Nie wiem, co
to cierpienie, dopóki sama go nie zadaję.
Boję się. A byłam
nieustraszona.
Zimno mi.
Muszę znaleźć
schronienie.
Błąkam się,
cień bez ciała. Dusza unosząca się pomiędzy ludźmi.
Nikt mnie
nie widzi.
Tylko niektórzy
mnie czują.
Wreszcie, jest
i ona. Widzi mnie, czuje, chce mnie przyjąć, zaprasza mnie, pragnie.
Potrzebowała
pomocy, lekarstwa. Była zniszczona, zepsuta.
Potrzebowała
mnie.
Nareszcie mogę
odetchnąć.
Rozglądam się,
patrzę w lustro, na moje nowe ciało. Moje naczynie. Mój nowy dom.
Wsłuchuję się
w spokojną melodię, rozbrzmiewającą wokół.
Zamykam oczy.
Chyba będzie
mi się tutaj podobało.
W tym nowym
ciele. W nowym domu.
Może to czas
zacząć wszystko od nowa? Z dala od wojen, bólu i płaczu.
Z dala od
wyidealizowanego świata?
Może to czas
stać się niedoskonałą istotą?
Popełnić kilka
błędów. Zakochać się.
Zaszyć się
tutaj i zniknąć.
Nikt chyba
nie zauważy jeśli zabraknie jednego z nas.
Nazywam się teraz Venetia Jones.
I jestem człowiekiem.
I jestem człowiekiem.
*